piątek, 1 marca 2013

Podróże J.L. Stephensa i F. Catherwooda

W pierwszych latach po hiszpańskim podboju ziem Majów przybyło tam wielu misjonarzy i kronikarzy, dzięki którym zachowały się pewne informacje na temat cywilizacji Majów. Jednak początkowe zainteresowanie egzotyką rdzennej ludności Meksyku i Gwatemali z biegiem lat słabło. W rzeczywistości Majowie musieli poczekać na swe ponowne odkrycie aż do połowy XIX wieku, kiedy to dzięki dwóm wspaniałym podróżnikom świat zachodni dowiedział się o istnieniu przed stuleciami w Ameryce Środkowej wysoko rozwiniętej cywilizacji. Tymi sławnymi podróżnikami, którzy podjęli pełną przygód i niebezpieczną wyprawę przez dżunglę byli John Lloyd Stephens i Fryderyk Catherwood. W latach 1839-42 przemierzyli oni ziemie nie tylko Meksyku, ale również Gwatemali i Hondurasu.

J.L Stephens i F. Catherwood dokonujący pomiarów budowli w Tulum
(litografia F. Catherwooda)
John Lloyd Stephens był Amerykaninem, ukończył prawo i założył kancelarię prawniczą na Wall Street, choć w rzeczywistości bardziej interesował się polityką. Wygłaszał mowy popierające demokratów, ale ciągłe wystąpienia publiczne nadwyrężyły jego struny głosowe. Lekarze zalecili mu wówczas podróż do Europy. Przez dwa lata przemierzał ziemie Anglii, Francji, Włoch, Grecji, Turcji, Rosji, a nawet Polski. Później wyruszył do Egiptu i Palestyny. Po powrocie do Nowego Jorku o jego przyszłości zadecydował przypadek. Otóż pewnego dnia, będąc w wydawnictwie Harper & Brothers, usłyszał, że najlepiej sprzedają się książki podróżnicze. Szybko więc zabrał się za opisanie swych wrażeń z wyprawy do Egiptu i Arabii, i wydał je w dwóch tomach. Książka cieszyła się tak wielkim powodzeniem, że w przeciągu jednego zaledwie roku wydawnictwo wznowiło nakład sześciokrotnie, a Stephens zarobił tyle pieniędzy, że stał się całkowicie niezależny finansowo. Rok później wydał książkę opowiadającą o podróżach po Grecji, Turcji, Rosji i Polsce. I tym razem odniósł sukces, i to nie tylko w Stanach Zjednoczonych, gdyż książkę wydano też w Anglii, Francji i Szwecji. Nie ulegało wątpliwości, że Stephens trafił w dziesiątkę, a jego książki spełniały oczekiwania czytelników. Jednocześnie doszedł do wniosku, że najbardziej atrakcyjne są opowieści o mało znanych ziemiach i tak narodził się pomysł wyprawy do Ameryki Środkowej. Zaczął przygotowywać się do tego bardzo starannie, próbował między innymi dotrzeć do wszystkich dostępnych w owych czasach zapisków i książek. Tymczasem na scenie pojawił się pochodzący z dobrze sytuowanej angielskiej rodziny Fryderyk Catherwood, z wykształcenia architekt, świetnie przygotowany i doświadczony artysta. I on podróżował po obcych ziemiach. Spędził trzy lata we Włoszech i w Grecji, przemierzył ziemie Egiptu, Arabii i Palestyny.

Wyprawa przez dżunglę (litografia: F. Catherwood)

Obaj panowie poznali się w 1836 roku na wystawie w Londynie, szybko się zaprzyjaźnili i zaczęli snuć plany podróży do Ameryki Środkowej. Decyzja o takiej wyprawie nie była rzeczą łatwą. Należy pamiętać, że owe czasy nie sprzyjały podróżom po tej części świata, gdyż kraje Ameryki Środkowej były ogarnięte wojną i rozgrywkami politycznymi pomiędzy zwalczającymi się ugrupowaniami, a na szczególne niebezpieczeństwo narażeni byli właśnie cudzoziemcy. Poza tym, ziemie, przez które zamierzali wędrować były wówczas terenami niemal dziewiczymi. Widoczność w dżungli ograniczała się najwyżej do dziesięciu metrów, a towarzyszący podróżnikom Indianie musieli ścinać maczetami gałęzie drzew i wszędobylskie liany, oplatające zagubione w morzu roślinności budowle. Podróże utrudniał też brak informacji o zwiedzanych miejscach. Nieliczne wzmianki pochodzące ze źródeł historycznych nie wystarczały do zlokalizowania większości ruin. Bardzo często Stephens pytał okolicznych mieszkańców o dzieje zaginionych miast, o ich budowniczych, ale zawsze uzyskiwał taką samą odpowiedź: „Któż to może wiedzieć!”, co z drugiej strony dodawało wyprawie atmosfery tajemniczości. I tak Stephens i Catherwood, podejmując ostateczną decyzję o podróży, stali się prekursorami w dziedzinie poznawania cywilizacji Majów i otworzyli drogę nie tylko kolejnym podróżnikom, ale z czasem również archeologom.

Budowla w Chunhuhu (rys. F. Catherwood)
Na początku października 1839 roku Stephens i Catherwood wyruszyli z portu w Nowym Jorku na pokładzie statku „Mary Ann”. Po dopłynięciu do Belize City starali się jak najszybciej dotrzeć do ruin miasta Copán, leżących na terenie dzisiejszego Hondurasu. Stephens tak opisuje ruiny Copán w swej książce:

„Ruiny leżały przed nami niczym rozbity statek na środku oceanu, ze złamanym masztem, z zatartą nazwą, z martwą załogą. I nie było nikogo, kto mógłby powiedzieć, skąd przybył, do kogo należał, jak długo trwała jego podróż i co spowodowało jego zniszczenie. Wszystko ogarniała tajemnica, mroczna i nieprzenikniona.”

 
Stele z Copán (rys. F. Catherwood)

Podczas pobytu w Copán Stephens zupełnie przypadkowo dowiedział się o jeszcze innych ruinach zagubionych w dżungli. Chodziło o miejsce znane dziś pod nazwą Quiriguá. Ruiny Quiriguá nie były wówczas odwiedzane przez nikogo, a dżungla wdarła się na place i pokryła dawne budowle. Dwaj podróżnicy natrafili tam na stele rzeźbione w podobnym stylu jak w Copán i trafnie uznali, ze oba miasta musiały być ze sobą w jakiś sposób powiązane. 

Kolejnym miastem, do którego trafili Stephens i Catherwood było Palenque. Mieli przez sobą długą i męczącą drogę przez Quetzaltenango, Huehuetenango i Comitán, ale w końcu dotarli do upragnionego miejsca, o którym tyle słyszeli.

Pałac w Palenque (litografia: F. Catherwood)
Palenque wywarło wielkie wrażenie na obu podróżnikach, o czym świadczą słowa Stephensa:

„Piękno rzeźb, majestatyczny spokój dżungli, zakłócany jedynie przez małpy i papugi, smutek miasta i okrywająca je tajemnica sprawiły, że moje zainteresowanie wzrosło do granic możliwości. Było to coś, czego nie poczułem do tej pory, nawet wśród ruin Starego Świata”.

Budowla przy Dziedzińcu Wschodnim Pałacu w Palenque
(litografia: F. Catherwood)
Swoją wyprawę po Ameryce Środkowej, dwaj wielcy podróżnicy zamierzali zakończyć w Uxmal, i chociaż zdołali tam dotrzeć, to niestety pogarszający się stan zdrowia Catherwooda i nękająca go od dłuższego czasu wysoka gorączka pozwoliły jedynie na krótką wizytę w Uxmal i zmusiły obu podróżników do podjęcia decyzji o szybkim powrocie do Stanów Zjednoczonych.

Dom Żółwi w Uxmal (rys. F. Catherwood)
Jednodniowy pobyt na terenie ruin wystarczył jednak, aby stwierdzić, że większość budowli zachowała się w bardzo dobrym stanie i nie była tak porośnięta roślinnością, jak w przypadku innych majańskich miast. Utwierdziło to ich w przekonaniu, że po podreperowaniu zdrowia muszą wrócić na Jukatan. 31 lipca 1840 roku wypłynęli do Nowego Jorku, a w rok później, na początku października 1841 roku zjawili się ponownie na Jukatanie z zamiarem bliższego zbadania nie tylko Uxmal, ale i innych ruin.

Fragment fasady Pałacu Gubernatora w Uxmal
(litografia: F. Catherwood)
Tym razem na trasie wędrówki znalazło się Kabah, które niegdyś połączone było drogą sacbé z Uxmal. W odległości zaledwie czterech kilometrów od Kabah położone było kolejne miasto Majów – Sayil, z zachowanym w bardzo dobrym stanie pałacem królewskim. Na podobny pałac natrafili podróżnicy w innym, położonym w sąsiedztwie mieście Majów – Labná.

Łuk w Labná. (litografia F. Catherwooda)
Zwiedzając ruiny majańskich miast Stepehensowi coraz trudniej było zrozumieć, dlaczego miejscowi Indianie – co do których był pewien, że byli potomkami ludu, który wzniósł te wszystkie wspaniałe budowle – nic o nich nie wiedzieli. Indianie z Jukatanu określali najczęściej wszystkie ruiny słowem xlapak (stare mury) i woleli trzymać się od nich z daleka, uważając je za miejsca tajemnicze i zamieszkane przez raczej nieprzychylne ludziom duchy.

Ruiny Xampon (rys. F. Catherwood)
Wędrując przez ziemie Jukatanu, Stephens i Catherwood niemal co krok natrafiali na ruiny mniejszych majańskich miast, jak: Xampon, Kiuik, Chunhuhu, Sacbey czy Iturbide (znane obecnie pod nazwą Dzibilnocac). Zupełnie niespodziewanie dowiedzieli się, że w niewielkiej odległości od Meridy leżą ruiny miasta zwanego Mayapán.

Okrągła budowla w  Mayapán, stanowiąca być może obserwatorium astronomiczne
(rys. F. Catherwood) 
Piramida KukulkanaMayapán (rys. F. Catherwood)
Kontynuując swą wyprawę, udali się w stronę Chichén Itzá, o którym to mieście słyszeli bardzo wiele od mieszkańców Jukatanu. Chociaż miasto zostało opisane po raz pierwszy już w XVI wieku przez biskupa Diego de Landa, to jednak dopiero nasi dwaj podróżnicy zdołali je rozsławić. Po pobycie w Chichén Itzá Stephens i Catherwood zdecydowali się na podróż w stronę wschodniego wybrzeża, do którego w pierwszych latach swych podbojów dotarli Hiszpanie, a ich relacje dość dobrze opisywały położone tam miasta.

Piramida Kukulkana Chichén Itzá  (litografia: F. Catherwood)

Obserwatorium astronomiczne w Chichén Itzá  (rys. F. Catherwood)
Podróżników zachwyciły tym razem ruiny miasta Tulum, wznoszące się na skarpie opadającej do turkusowych wód Morza Karaibskiego. Tulum było w zasadzie ostatnim ważnym miastem Majów, które podczas swych dwóch wielkich podróży odwiedzili Stephens i Catherwood.

Budowla zwana "Zamkiem" w Tulum (litografia: F. Catherwood)
Po drodze do Meridy zdecydowali się jeszcze na krótką wizytę w Izamal i Aké. Stephens i Catherwood powrócili do Nowego Jorku 17 czerwca 1842 roku. Podczas swych podróży zgromadzili oni pewną kolekcję przedmiotów z Jukatanu, które miały zostać wystawione w nowej galerii przygotowanej przez Catherwooda. Jednak pożar zniszczył wszystkie eksponaty i straciliśmy je bezpowrotnie.

Maska boga Itzamnaaj na budowli w Izamal (rys. F. Catherwood)
Na szczęście pozostały pisane pięknym stylem książki Stephensa. Nie ma w nich jedynie suchej relacji z podróży i opisów ruin, lecz znajdują się też barwnie opowiedziane najróżniejsze przygody i rozliczne anegdoty. W książkach relacjonujących swe poprzednie podróże Stephens nigdy nie zamieszczał własnych rozważań na temat poszczególnych cywilizacji. Kiedy jednak znalazł się na ziemiach Majów, zaczął zastanawiać się nad problemami nurtującymi ówczesnych historyków, przede wszystkim nad tym, kim byli ludzie, którzy wznieśli i zamieszkiwali niegdyś owe wspaniałe miasta. Był przekonany, że Ameryka Środkowa miała wcześniej własną kulturę, a nie przejętą od cywilizacji Azji czy Afryki, i że potomkowie owej zaginionej cywilizacji nadal zamieszkiwali te ziemie.

Budowla w Sacbey na Jukatanie (rys. F. Catherwood)
Stephens bardzo trafnie zauważył też, że glify wyrzeźbione na zabytkach z Palenque oraz z Copán i Quiriguá, były takie same. Doszedł do wniosku, że pomimo znacznej różnorodności dialektów używanych na ziemiach, które przemierzał podczas swej wyprawy, wszystkie te tereny musiały być niegdyś zamieszkane przez ludność, która mówiła tym samym językiem lub przynajmniej posługiwała się tym samym pismem. Był pewien, ze zachowane inskrypcje opowiadały o wydarzeniach historycznych. Zdawał też sobie sprawę z tego, że cywilizacja Majów rozwinęła się w czasach stosunkowo niedawnych, a nie w tak zamierzchłej przeszłości, jak na przykład cywilizacja Egiptu. Tak pisał o cywilizacji Majów;

„Zachowały się tu świadectwa ludu światłego, wyrafinowanego i zdumiewającego, który przeszedł wszystkie etapy rozwoju, osiągając swój złoty wiek i z czasem popadając w okres dekadencji”

Budowla zwana "Kościołem" w Chichén Itzá (rys. F. Catherwood) 
Możemy jedynie żałować, że Stephens i Catherwood nie dotarli do dżungli Petén, terenu uważanego dziś za serce majańskiej cywilizacji. Po opuszczeniu Copán docierały do nich informacje o wielkich ruinach miast z wysokimi piramidami. Można przypuszczać, że chodziło o ruiny Tikal. Ponieważ jednak pogłoski te pozostały niepotwierdzone, a powoli zbliżała się pora deszczowa, podróżnicy nie chcieli podejmować ogromnego ryzyka podróży. Bali się, że męcząca, kilkuset-kilometrowa wyprawa, w większości wiodąca przez nieprzystępną dżunglę, może okazać się daremna i nie przyniesie żadnych rezultatów. Nie przypuszczali, że mieli szansę natrafić na swej drodze na tak wspaniałe miejsca jak Tikal, Uaxactún, Yaxhá, El Mirador czy Calakmul. Te miasta musiały poczekać na własnych odkrywców.

Piramida Wróżbity w Uxmal (rys. F. Catherwood)
Dokładne relacje z podróży Stephensa i Catherwooda wydano w książkach Incidents of travel in Central America, Chiapas and Yucatan i Incidents of travel in Yucatan, (Harper & Brothers, Nowy Jork 1841, 1843; Londyn 1854). Wyjątkowo barwny styl pisarski Stephensa i przepiękne rysunki Catherwooda, które z fotograficzną niemal dokładnością ukazały detale budowli, przyczyniły się do rozsławienia miast Majów. I tak stopniowo ruiny miast Majów, niczym magnes, zaczęły przyciągać do siebie kolejnych podróżników, badaczy, a wreszcie archeologów z prawdziwego zdarzenia. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz